Coming out, czyli dlaczego rzuciłem najlepszą pracę na świecie i przeprowadziłem się na Bali 🌴

Czy coś takiego jak story z Instagrama może dorosłemu facetowi pomóc znaleźć cel w życiu i zamienić jego marzenia w codzienność?

👉 Dlaczego zdecydowałem się rzucić najlepszą pracę na świecie i przeprowadzić się na Bali

👉 Czego brakowało w moim życiu i co było impulsem do tej zmiany

👉 Jak wyglądał mój proces myślenia o tej decyzji

👉 Gdzie znalazłem wsparcie

👉 Co odkryłem po przeprowadzce

👉 Czego nauczyłem się przez pierwsze miesiące życia na wyspie

Artykuł, który czytasz to spisana wersja historii, którą opowiadam w tym wideo:

Jeszcze kilka miesięcy temu miałem pracę marzeń.

Dołączyłem do firmy, która stworzyła fenomenalną kulturę organizacyjną. Pierwszy raz w życiu pracowałem z ludźmi, którzy mieli tak pozytywne nastawienie do pracy, że nie było dla nas rzeczy niemożliwych. Każdy był pomocny, zmotywowany i uśmiechnięty. Dosłownie z każdą spotkaną osobą mógłbym rozmawiać godzinami. W tym towarzystwie uczyłem się każdego dnia.

Zrekrutowałem do moich zespołów grupę najlepszych na rynku specjalistów, światowej klasy ekspertów w samodzielnym rozwiązywaniu problemów i dojrzałych przyjaciół do których miałem pełne zaufanie. Miałem szefów, od których mógłbym uczyć się przez kolejne lata, a wewnętrzny mentoring pozwolił mi rozwinąć się jako manager i produktowiec.

Czułem, że tworzyliśmy produkt, który zmienia świat na lepsze. Co miesiąc odwiedzało nas 350 milionów uczniów. Pomagaliśmy im pomagać sobie w nauce. Uruchomiliśmy też program korepetycji online i kilka innych produktów do pomocy w szkole.

Dołóżcie do tego wynagrodzenie na poziomie dobrze opłacanego programisty i mieszkanie na krakowskim Kazimierzu w którym urządziłem sobie idealne home office. Prawdziwe centrum zarządzania światem …skrzyżowane z palmiarnią.

Nasze wyniki przebijały sufit co miesiąc. Strumień finansowania od inwestorów płynął a my mogliśmy pozwolić sobie na inwestycje w najlepszych ludzi, sprzęt i infrastrukturę. Wszystko, czego potrzebowaliśmy, żeby realizować potencjał rynkowy.

Wiedziałem, że to idealna dla mnie przestrzeń do rozwoju biznesowego ale miałem poczucie, że coś jest nie tak. Czułem, że czegoś mi w życiu brakuje. Czułem, że brakuje mi celu. Czułem, że nie mogę się w pełni rozwijać ani duchowo ani emocjonalnie. Jakkolwiek można nazwać coś więcej niż kolejne szkolenie z komunikacji albo ze Scrum-a.

Czułem, się uwięziony. Czulem, że kręcę się w pętli gdzieś między pracą do 17, Netflixem a spaniem. Czasem po drodze był jeszcze trening, którym dopiero niedawno zastąpiłem w moim życiu alkohol.

Przez to wszystko wpadłem w potworną bezsenność. Miałem taki czas w zeszłym roku, że prawie w ogóle nie spałem i pomogły mi dopiero antydepresanty. Szczęśliwie znalazłem wsparcie w psychoterapii, która okazała się chyba najlepszą inwestycją jaką zrobiłem w zeszłym roku. Sama w sobie nie rozwiązała jeszcze problemu ale pomogła mi znaleźć odwagę, by zrobić pierwszy krok.

To, w czym byłem na prawdę dobry, było czekanie. Czekałem na urlop na przykład. Czekałem na te 2-3 tygodnie wolności w roku, kiedy mogę powiedzieć: “Jestem panem swojego czasu! Jestem panem swojego losu!” Raz, tylko dzięki temu, że zmieniałem pracę, miałem możliwość spędzić 2 miesiące w Tajlandii. Poznałem tam “dziwnych” ludzi. Mieszkają sobie na wyspie, żyją zdrowo, jedzą zdrowo, robią jogę, medytują. Do tego pracują trochę, na swoich warunkach, żeby starczyło im na jedzenie w lokalnej restauracji i domek przy plaży. Można powiedzieć, że nie dzielą czasu na pracę i życie.

Z tą wizją przed oczami, że można żyć przez 7 dni w tygodniu i nie czekać na weekend, urlop, czy wręcz na emeryturę, jeszcze boleśniej czułem że mój czas składa się głównie z pracy. Ok, z pracy, którą kocham, ale z pracy. Z krótkimi przerwami na życie.

A marzyło mi się, żeby żyć. Ok, z przerwami na pracę, ale żeby żyć.

28 grudnia, przewijając instagrama, trafiłem na story Moniki Mikowskiej, która właśnie wylądowała z rodziną Dżakarcie i, z przygodami, kierowała się na Bali. To był taki pierwszy moment: Aha! Można się dostać na Bali!

…To znaczy inni mogą. Bo przecież nie ja. Ja pracuję na etacie, mam prywatne zobowiązania w Polsce, nie mam wystarczająco dużo kasy na taki wyjazd. On na pewno jest strasznie drogi. Poza tym nigdy nie podróżowałem solo, a co dopiero przenieść się na dugą półkulę.

Szczęśliwie, kilka miesięcy wcześniej wróciłem do regularnej medytacji. W czasie jednej z nich, przyszedł do mnie zwariowany, na tamten czas, pomysł: Mogę wyprojektować swoją rzeczywistość.

Może przez to, że zacząłem mówić o tym na głos. Może przez to, że zacząłem uczyć się indonezyjskiego jeszcze w Polsce. A może przez to, że zafolołowałem połowę tutejszych expatów na Instagramie żeby jeszcze mocniej poczuć, że jadę na Bali. Koniec końców, parę miesięcy póżniej wylądowałem na Denpasar na Bali.

Od razu zamieszkałem w Ubud. W mieście nauczycieli jogi, medytacji, świadomego oddechu i dziesiątek innych specjalności wspierających rozwój fizyczny, emocjonalny i duchowy. Tak, jak towarzystwo w Brainly pomogło mi rozwinąć się zawodowo, tak przyjaciołom z Ubud zawdzięczam największe przełomy w rozwoju duchowym. Dzięki kombinacji treningów, codziennej praktyki, medytacji i rozmów z mądrymi ludźmi, zaskakująco szybko znalazłem to, czego brakowało mi w Polsce. Znalazłem swój cel.

W czasie pierwszych 6 miesięcy mieszkania na Bali odkryłem, że

1. zmiana życia i przeprowadzka do miejsca które możesz nazwać swoim rajem jest bardziej możliwa, niż może się wydawać. Zwłaszcza, jeżeli spotkasz na swojej drodze ludzii, którzy mogą Ci w tym pomóc.

2. Odkryłem też, jakimś cudem, że nie jestem stworzony by pracować w biurze po 8 godzin, a tylko 3 z 52 tygodni w roku spędzać jako wolny człowiek

3. Odkryłem, przy okazji, że życie na Bali może kosztować mniej niż w Polsce. Przy niebywale wyższym komforcie życia.

4. Ale chyba przede wszystkim, odkryłem, że życie w społeczności świadomych, dbających o zdrowie expatów daje bardzo dużo możliwości. Mi prywatnie przyniosło poczucie satysfakcji, spełniania i dużo radości.

Jeżeli Ty też czujesz się uwięziony w swojej pętli pracy od 9 do 5 i nie widzisz celu w życiu,

  • jeżeli szukasz przestrzeni do rozwoju, dostępu do nauk, praktyk, kontaktu z mądrymi ludźmi,
  • jeżeli masz wątpliwości czy dasz radę zmienić swoje życie…

…to ja jestem żywym dowodem, że:

  • można zmienić swoje życie
  • odzyskać wolność
  • znaleźć swój cel

Rok temu byłem tam, gdzie Ty teraz.

Teraz moim celem jest pomóc innym spełniać ich marzenia Jeżeli chcesz spróbować i przejść ze świata korporacji i zacząć nowe, spełnione, szczęśliwe życie – już teraz.

Być może będę mógł Ci w tym pomóc.

Bart

Zostańmy w kontakcie:

Do zobaczenia na Bali!